Wsparcie żył nie powinno zaczynać się na etapie widocznych zmian. Spróchniałego drewna się nie maluje. Dba się o nie wtedy, gdy jest jeszcze nieuszkodzone.
Choroba, której nie widać w lustrze
Przewlekła niewydolność żylna kojarzy się zwykle z tym, co widać: z poszerzonymi żyłami, pajączkami, „brzydkimi nogami”. Skojarzenie jest naturalne, ale mylące. Widoczne żylaki to późny, końcowy objaw procesu, który zaczyna się znacznie wcześniej i przez długi czas nie daje o sobie znać.
Zwykle myśli się, że najpierw pojawiają się żylaki i dopiero wtedy zaczyna się problem. Współczesne rozumienie choroby traktuje je jako koniec tej historii, a nie jej początek. Na początku jest podwyższone, utrzymujące się ciśnienie i zwiększony napór na ściany naczyń, czyli nadciśnienie żylne. Pojawia się stan zapalny, a w jego następstwie uszkodzenie zastawek [1,2]. Proces uszkadzania naczyń rozpoczyna się więc wiele lat przed pierwszymi widocznymi zmianami.
Posłużę się porównaniem. Ściana drewnianego budynku pokryta warstwą farby. Drewno to ściana żyły. Farba to śródbłonek, cienka i gładka wyściółka pokrywająca naczynie od wewnątrz, która chroni to, co znajduje się pod nią. Dopóki farba jest cała, drewno pozostaje osłonięte i suche.
Teraz przykład nadciśnienia, czyli grad, który dzień po dniu uderza w tę ścianę. Pojedyncze uderzenie nic nie znaczy, ale uderzenia powtarzane przez miesiące zaczynają uszkadzać farbę. Najgroźniejsze są gradobicia, czyli nagłe nagromadzenie uszkodzeń w krótkim czasie (są to np. długie podróże samolotem, choroby czy stosowanie antykoncepcji hormonalnej). Wtedy powstają pierwsze rysy na powierzchni, miejsca, w których śródbłonek zostaje uszkodzony i traci swoje właściwości ochronne [3].
Tam, gdzie farba odprysła, odsłania się drewno. Wilgoć i powietrze dostają się do środka i zaczyna się próchnienie. W naczyniu odpowiednikiem próchnienia jest stan zapalny: do uszkodzonej ściany przylegają leukocyty, wnikają w jej głąb i uruchamiają procesy, które stopniowo przebudowują i osłabiają tkankę [2,3]. Coś, co zaczęło się od kilku odprysków na powierzchni, sięga teraz w głąb konstrukcji.
Przy takim stanie ściany my jako właściciele domu, zabieramy się za naprawę. Widząc pierwsze drobne uszkodzenia, czyścimy ścianę i odmalowujemy ją, zanim drewno pod spodem zacznie próchnieć. Z naczyniami jest tak samo. Wsparcie ma największy sens wtedy, gdy farba dopiero zaczyna się kruszyć, przy pierwszych zmianach, a nie dopiero przy „zawaleniu ściany”, czyli przy gotowym żylaku.
Jeżeli nic z tym nie zrobimy to będzie jak w zaniedbanym budynku. Osłabione, przeżarte drewno przestaje utrzymywać ciężar. W żyle odpowiada temu uszkodzenie zastawek i ściany: zastawki przestają domykać się prawidłowo, krew cofa się i zalega, a ciśnienie rośnie jeszcze bardziej [1,4]. To z kolei jest jak grad, który pada teraz mocniej i trafia w miejsca już odsłonięte. Koło się zamyka, a proces zaczyna napędzać sam siebie.
Zastój i stan zapalny napędzają się nawzajem [2,3], dlatego choroba ma charakter postępujący i samonapędzający. Z czasem pojawiają się jej dalsze skutki: obrzęk, czyli ucieczka płynu do tkanek, pogłębiające się uszkodzenie mikrokrążenia i niszczenie okolicznych tkanek. Można to odczuwać jako obrzęki, świąd nóg, objawy przypominające zespół niespokojnych nóg czy zmiany skórne i naczyniowe w okolicy kostek przyśrodkowych [1,4].
Niewydolność żylna nie jest defektem kosmetycznym ani „pękniętymi naczynkami”. Jest to proces biologiczny rozgrywający się jednocześnie w ścianie naczynia i śródbłonku, w mikrokrążeniu oraz w tkankach wokół naczyń, z towarzyszącą im lokalną odpowiedzią zapalną. Dlatego właśnie najwięcej można zrobić wcześnie, gdy farba dopiero zaczyna się kruszyć, a nie wtedy, gdy ściana już się chwieje.
Musicie koniecznie zrozumieć, że jeden żylak nie oznacza, że każda żyła jest chora w tym samym stopniu. To jak spróchniała gałąź. Sygnalizuje problem w konkretnym miejscu, ale nie znaczy, że całe drzewo jest chore. Widoczna zmiana, żylak czy pajączek, mówi nam, że ten jeden fragment jest już uszkodzony i często trzeba go usunąć, tak jak odcina się spróchniałą gałąź. Pozostałe naczynia bywają jeszcze zdrowe i właśnie dlatego warto je otoczyć ochroną, zanim i one ulegną uszkodzeniu.
Po co w ogóle myśleć o suplementacji
Żaden suplement nie leczy przewlekłej niewydolności żylnej ani jej nie cofa.
Tempo, w jakim choroba postępuje, zależy od całości działań, a dobrze dobrane wsparcie może w tej całości pomagać chronić naczynia, które są jeszcze zdrowe. Podstawą postępowania pozostają diagnostyka, leczenie zalecone przez lekarza, kompresjoterapia, aktywność fizyczna oraz zmiana stylu życia. Suplementacja jest wobec nich uzupełnieniem, nigdy alternatywą.
Dobrze pomyślane wsparcie żywieniowe i metaboliczne może natomiast odpowiadać na konkretne mechanizmy biologiczne. U większości moich pacjentów suplementacja w dolegliwościach żylnych ale w ogóle nie występuje albo bywa przypadkowa. Składa się z preparatów wybranych z reklamy albo z polecenia sąsiada. Nie odpowiada na pytanie, jaki jest problem choroby i na który element choroby właściwie miałyby działać. Często lepiej nie brać nic albo brać jeden dobry preparat niż zbierać kilka słabych, które nie dają nic poza poczuciem, że „coś się robi”.
W świadomej suplementacji musimy za dwa główne założenia uznać biologię i naukę. Na pewno nie mogą nimi być moda i reklama i ładne opakowanie.
Świadoma suplementacja u osób z niewydolnością żylną lub z predyspozycjami do niej powinna skupiać się na oddziaływaniu na
- mikrokrążenie, ochronę ściany naczynia i kontrola obrzęku;
- mikrobiota jelitowa, bariera jelitowa i metabolizm estrogenów;
- przewlekły stan zapalny o niskim nasileniu, stres oksydacyjny i jakość lipidowych mediatorów zapalnych.
Pierwszy bok trójkąta: mikrokrążenie, naczynia i obrzęk
Większość codziennych dolegliwości żylnych bierze się właśnie z tego obszaru. Uczucie ciężkości nóg, rozpieranie, obrzęki wokół kostek, nasilenie objawów po długim staniu lub siedzeniu, gorsze samopoczucie nóg w upale, wieczorny dyskomfort kończyn dolnych. To ten sam grad uderzający w farbę. Pierwsze objawy mówiące o problemie: podwyższonym ciśnieniu żylnym, zwiększonej przepuszczalności drobnych naczyń i gromadzeniu się płynu w tkankach [1,4]. Część czynników dodatkowo rozszerza naczynia i pogłębia zastój: upał, terapia hormonalna, ciąża, a także długa jazda samochodem czy lot samolotem. Dlatego objawy często nasilają się latem oraz w sytuacjach długiego bezruchu.
Większość pacjentów trafia do mnie właśnie z tym wieczornym uczuciem ciężkości, które latem robi się trudne do zniesienia. Większość pierwszych objawów pojawia się właśnie po długiej jeździe samochodem, samolotem czy podczas kolejek w upale przed muzeami.
Składniki aktywne oddziałujące na te mechanizmy stosuje się w opiece nad pacjentami z chorobą żylną od dawna. Najlepiej poznaną grupą są związki flebotropowe i flawonoidy: zmikronizowana frakcja flawonoidowa, na którą składają się przede wszystkim diosmina i hesperydyna, a obok nich rutyna, wyciąg z ruszczyka kolczastego wraz z ruskogeninami oraz wyciąg z nasion kasztanowca zwyczajnego zawierający escynę. Uzupełniają je witamina C i polifenole, na przykład z pestek winogron. Mówimy więc o całej grupie składników aktywnych, a nie jednym preparacie. Dopiero złożone formuły mogą zapewnić odpowiednie całościowe działanie.
Ich potencjalne znaczenie dotyczy kilku spójnych mechanizmów: wsparcia napięcia ściany żylnej, ograniczania nadmiernej przepuszczalności drobnych naczyń, zmniejszania obrzęku, łagodzenia stresu oksydacyjnego oraz ochrony kolagenu i funkcji śródbłonka. Witamina C zasługuje na osobną wzmiankę, bo uczestniczy w prawidłowej syntezie kolagenu, a więc w utrzymaniu samej ściany naczyniowej.
Moim zdaniem suplementacja powinna opierać się na nauce, a nie na haśle z opakowania. Staram się pokazywać wam nie wymysły, tylko mechanizmy oparte na badaniach naukowych.
Przegląd systematyczny bazy Cochrane wykazał, że związki flebotropowe zmniejszają obrzęk i łagodzą typowe dolegliwości nóg, takie jak uczucie ciężkości czy niespokojne nogi [5]. Dla wyciągu z kasztanowca odrębny przegląd Cochrane potwierdził poprawę objawów u pacjentów z niewydolnością żylną: mniejszy ból, obrzęk i świąd [6]. Metaanalizy preparatów z wyciągiem z ruszczyka opisują z kolei korzystny wpływ na obrzęk i komfort nóg [7]. Dobrze dobrane składniki potrafią realnie poprawić samopoczucie nóg i ograniczyć obrzęk.
Drugi bok trójkąta: mikrobiota, bariera jelitowa i metabolizm estrogenów
Ten obszar jest mniej oczywisty, bo na pierwszy rzut oka jelita i żyły nóg mają ze sobą niewiele wspólnego. Przez lata sam podchodziłem do tego tropu z rezerwą. Łącznikiem okazuje się ogólnoustrojowy stan zapalny.
Mikrobiota jelitowa to złożona społeczność bakterii zamieszkujących jelito. W zdrowym organizmie pozostaje w równowadze: różnorodna, stabilna i współpracująca z gospodarzem. Gdy ta równowaga zostaje zaburzona, mówimy o dysbiozie. Sprzyja jej wiele elementów współczesnego stylu życia, między innymi dieta uboga w błonnik, a bogata w żywność wysoko przetworzoną, przewlekły stres, brak ruchu oraz powtarzane kuracje antybiotykowe. To w dużej mierze te same czynniki, które wracają w niemal każdej rozmowie o zdrowiu, i nie jest przypadkiem, że dotykają również jelit.
Z dysbiozą wiąże się często osłabienie bariery jelitowej. Najprościej myśleć o niej jak o selektywnym filtrze: warstwie, która w zdrowym organizmie przepuszcza do krwiobiegu składniki odżywcze, ale zatrzymuje to, co nie powinno się tam znaleźć. Komórki tej bariery są ze sobą ściśle połączone, niczym szczelnie dopasowane płytki. Gdy połączenia się rozluźniają, filtr staje się nieszczelny i do krążenia mogą przenikać cząsteczki pochodzenia bakteryjnego, przede wszystkim lipopolisacharyd (LPS), składnik ściany niektórych bakterii. LPS jest silnym aktywatorem odpowiedzi zapalnej. Jego przewlekła, niewielka obecność we krwi opisywana jest jako endotoksemia metaboliczna i wiązana z utrzymującym się stanem zapalnym o niskim nasileniu [8].
Związek z niewydolnością żylną jest szalenie ciekawy i innowacyjny: przewlekły stan zapalny pogarsza funkcję naczyń i śródbłonka, a każde trwałe źródło zapalenia staje się częścią szerszego, niekorzystnego tła dla naczyń. To jeden z najszybciej rozwijających się kierunków współczesnej medycyny. W odniesieniu do samej choroby żylnej pozostaje jeszcze przedmiotem badań. Logika, która za nim stoi, jest jednak przekonująca.
Mikrobiota nie ogranicza się do roli strażnika bariery. Bakterie jelitowe rozkładają błonnik, którego sami nie trawimy, i wytwarzają z niego krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe, przede wszystkim maślan. Maślan nie jest tu produktem ubocznym, lecz głównym paliwem dla komórek wyściełających jelito, i uczestniczy zarówno w wyciszaniu odpowiedzi zapalnej, jak i w utrzymaniu szczelności bariery [10]. Dobrze odżywiona mikrobiota sama dba więc o ścianę jelita, a ta z kolei chroni resztę organizmu przed zbędnym bodźcem zapalnym. To zamknięta, korzystna pętla, odwrotna do tej, którą widzieliśmy w naczyniach.
Osobny i bardzo istotny element dotyczy estrogenów. Część bakterii jelitowych, określanych zbiorczo mianem estrobolomu, uczestniczy w metabolizmie estrogenów i wpływa na ich krążenie w organizmie [9]. W uproszczeniu wygląda to tak: estrogeny, które wątroba przygotowała już do usunięcia, mogą zostać przez niektóre bakterie ponownie uaktywnione i zawrócone do obiegu, zamiast opuścić organizm. Gdy mikrobiota jest zaburzona, ta delikatna regulacja przestaje działać prawidłowo, co bywa wiązane ze stanem względnego nadmiaru estrogenów, czyli hiperestrogenizmem endogennym. Może to mieć znaczenie szczególnie u kobiet, u których problemom żylnym towarzyszą objawy miednicze, endometrioza lub niewydolność żylna miednicy mniejszej, czyli stany, w których gospodarka estrogenowa odgrywa istotną rolę. To kolejny powód, dla którego zdrowie jelit i zdrowie naczyń u kobiet bywają powiązane silniej, niż mogłoby się wydawać.
Odpowiedzią suplementacyjną na ten obszar jest kompozycja synbiotyczna, łącząca probiotyki z prebiotykiem. W tej roli wykorzystuje się dobrze poznane szczepy bakterii kwasu mlekowego i bifidobakterii. Z rodzaju Lactobacillus są to między innymi Lactobacillus gasseri LG08, Lactobacillus crispatus LCr86 oraz Lactobacillus acidophilus LA85; z rodzajów pokrewnych Lacticaseibacillus rhamnosus LRa05 i Lacticaseibacillus casei LC89, Lactiplantibacillus plantarum Lp90 oraz Ligilactobacillus salivarius LS97; uzupełniają je bifidobakterie Bifidobacterium breve BBr60 i Bifidobacterium longum subsp. longum BL21. Ich rola obejmuje wspieranie równowagi mikrobioty, integralności bariery jelitowej, prawidłowej odpowiedzi immunologicznej, metabolizmu estrogenów oraz produkcji opisanych wcześniej krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych [10].
Dopełnieniem są prebiotyki, na przykład fruktooligosacharydy (FOS). To rozpuszczalne włókna, których człowiek sam nie trawi, ale które stanowią pożywkę dla korzystnych bakterii jelitowych [11]. Sam probiotyk często nie wystarcza, i da się to prosto wytłumaczyć. Wprowadzanie bakterii bez prebiotyku przypomina sianie trawy na betonie. Ziarno trafia na podłoże, na którym nie ma się z czego utrzymać, więc w większości się nie przyjmuje. Dodanie FOS jest jak rozsypanie tego samego ziarna na żyznej, przygotowanej glebie. Bakterie mają wtedy pożywkę, dzięki której mogą się zadomowić i namnażać. Dlatego mówimy o podejściu synbiotycznym, w którym żywe bakterie i ich pożywka działają razem, a nie osobno.
Trzeci bok trójkąta: stan zapalny, omega-3 i jakość lipidów
Trzeci obszar wraca do mechanizmu, który przewija się przez całą tę chorobę. Przewlekły stan zapalny o niskim nasileniu rzadko boli i rzadko daje spektakularne objawy, ale utrzymywany latami wpływa na śródbłonek, mikrokrążenie, nasila stres oksydacyjny i sprzyja przebudowie ściany naczyniowej [2,3]. Dlatego regulacja tła zapalnego jest w niewydolności żylnej tematem istotnym, a nie pobocznym.
Tu pojawiają się kwasy omega-3, czyli EPA i DHA. Pełnią różne funkcje. DHA jest przede wszystkim składnikiem budulcowym błon komórkowych. EPA bierze udział w wygaszaniu reakcji zapalnej, bo jest substratem do produkcji wyspecjalizowanych mediatorów wyciszających zapalenie, takich jak rezolwiny i protektyny [12,13]. Mówiąc obrazowo, organizm potrzebuje EPA, żeby reakcję zapalną domykać, a nie tylko ją rozpoczynać.
W niewydolności żylnej ma to szczególne znaczenie, bo u jej podłoża leży właśnie przewlekły stan zapalny w ścianie naczynia [2,3]. Skoro problemem jest tu nadmiernie przeciągający się stan zapalny, to EPA, jako kwas wspierający jego wygaszanie, wysuwa się na pierwszy plan. Nie znaczy to, że EPA jest „lepszy” od DHA. Oba są potrzebne i pełnią częściowo odmienne role. Jednak gdy głównym celem jest wsparcie równowagi mediatorów zapalnych, a tak jest w problemach żylnych, przewaga EPA staje się uzasadniona. Dlatego proporcja EPA do DHA na poziomie około 2,6 do 1 ma w takiej formule sens. Zapewnia wyraźną przewagę kwasu odpowiedzialnego za wyciszanie zapalenia, nie rezygnując z DHA potrzebnego błonom komórkowym.
Jest jednak druga sprawa, równie ważna jak stosunek EPA do DHA. Jest nią jakość samego oleju. To jeden z najważniejszych, a zarazem najrzadziej sprawdzany aspekt suplementacji omega-3. Kwasy omega-3 są z natury delikatne i łatwo się utleniają, czyli psują, w kontakcie z tlenem, ciepłem i światłem. Stopień tego utlenienia opisuje wskaźnik TOTOX. Im wyższy, tym olej bardziej zjełczały.
Nie jest to problem istotny wyłącznie dla producentów. Olej silnie utleniony nie tylko traci swoją wartość, ale potrafi działać wbrew intencji: zamiast wspierać wyciszanie stanu zapalnego, sam staje się źródłem stresu oksydacyjnego. Zepsuty olej omega-3 szkodzi dokładnie tam, gdzie miał pomagać. Dlatego w chorobie o podłożu zapalnym jakość oleju jest nie mniej ważna niż jego ilość.
Branżowa organizacja GOED przyjmuje wartość TOTOX poniżej 26 jako maksymalny dopuszczalny próg dla świeżego oleju [14]. To jednak granica górna, a nie cel. Preparaty naprawdę wysokiej jakości schodzą do zakresu od 5 do 10, a wartość TOTOX nie większa niż 5 wskazuje na olej wyjątkowo świeży i starannie chroniony przed utlenianiem. Sam przez długi czas patrzyłem głównie na ilość EPA i DHA. Dziś, gdybym miał wskazać jedną liczbę, na którą warto patrzeć przy wyborze preparatu omega-3, byłby to właśnie TOTOX. Sugeruję, aby był poniżej 5.
Korzyści z omega-3 w stanach zapalnych są dobrze udokumentowane. EPA i DHA ograniczają wytwarzanie prozapalnych mediatorów, a jednocześnie dostarczają substratu do produkcji związków aktywnie wyciszających zapalenie [12,13]. W rozpoznanych chorobach zapalnych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, omega-3 mają udokumentowane działanie wspierające [13]. Ponieważ niewydolność żylna jest chorobą o wyraźnym podłożu zapalnym, w której istotną rolę odgrywają aktywowane neutrofile [2,3], omega-3 oddziałujące na te mechanizmy są obecnie przedmiotem badań klinicznych nad gojeniem owrzodzeń żylnych [17].
Skoro największym zagrożeniem dla omega-3 jest utlenianie, dobrze zaprojektowane preparaty zawierają naturalne przeciwutleniacze chroniące olej: astaksantynę, witaminę E oraz ekstrakt z rozmarynu. Pomagają one utrzymać niski TOTOX także po otwarciu opakowania, czyli wtedy, gdy olej jest najbardziej narażony na psucie [15]. Bywa też dodawana witamina D, która wspiera prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego [16]. Cała formuła pracuje wtedy w jednym kierunku: dostarczyć wartościowych kwasów omega-3 i ochronić je tak, by trafiły do organizmu w pełnej, niezepsutej postaci.
Trójkąt wsparcia żylnego
Powinno się uwzględniać te trzy elementy w każdej świadomej suplementacji. Sens pojawia się dopiero wtedy, gdy spojrzymy na nie razem. U pacjenta z niewydolnością żylną problem dotyka tych trzech elementów. Dotyczy naczyń i śródbłonka, mikrokrążenia i tkanki łącznej, ale też układu odpornościowego, jelit, metabolizmu hormonów i codziennych nawyków. Te elementy są ze sobą powiązane, dlatego wsparcie skupione na jednym z nich daje obraz niepełny.
Trzy kierunki, naczynia i mikrokrążenie, mikrobiota i bariera jelitowa oraz kontrola przewlekłego stanu zapalnego, układają się w trójkąt wsparcia żylnego. Żaden z jego boków nie działa w pojedynkę. Dopiero razem obejmują chorobę z trzech stron naraz, tak jak z trzech stron przebiega jej biologia.
Wróćmy na chwilę do ściany budynku. Odmalowywanie jej ma sens przede wszystkim wtedy, gdy uszkodzenie jest jeszcze niewielkie, gdy farba dopiero zaczyna pękać, a drewno pod spodem pozostaje zdrowe. Im wcześniej, tym lepiej. Bardzo ważne jest również zrozumienie, że jeżeli jeden fragment już spróchniał, nie powinno zniechęcać. Przeciwnie, jest powodem, by tym staranniej zadbać o pozostałe, wciąż zdrowe części układu naczyniowego, żeby nie poszły tą samą drogą.
Nawet najlepiej dobrane wsparcie ma sens dopiero jako część całości. Tę całość tworzą: diagnostyka, leczenie przyczynowe tam, gdzie jest wskazane, kompresjoterapia, regularny ruch i praca pompy mięśniowej łydki, utrzymanie prawidłowej masy ciała, dieta o działaniu przeciwzapalnym, sen, ograniczenie długiego stania i siedzenia, odpowiednie nawodnienie, a dopiero na tym tle świadomie dobrana suplementacja.
Podsumowanie
Wniosek jest prosty. Suplementacja w przewlekłej niewydolności żylnej nie powinna być przypadkowa. Ma sens wtedy, gdy wynika ze zrozumienia, jak choroba działa, i gdy odpowiada na trzy boki opisanego trójkąta, zamiast na przypadkowy zestaw popularnych składników.
Żaden z tych kierunków nie zastępuje leczenia. Każdy może natomiast, jako element przemyślanej strategii, wspierać organizm tam, gdzie ma to biologiczne uzasadnienie, i pomagać chronić naczynia, które są jeszcze zdrowe. Najwięcej zyskuje pacjent, który zaczyna wcześnie i traktuje suplementację nie jako skrót, lecz jako dopełnienie świadomej, całościowej opieki nad zdrowiem żył.
Bibliografia
1. Raffetto JD. Pathophysiology of chronic venous disease and venous ulcers. Surg Clin North Am. 2018;98(2):337-347.
2. Bergan JJ, Schmid-Schönbein GW, Smith PD, Nicolaides AN, Boisseau MR, Eklof B. Chronic venous disease. N Engl J Med. 2006;355(5):488-498.
3. Castro-Ferreira R, Cardoso R, Leite-Moreira A, Mansilha A. The role of endothelial dysfunction and inflammation in chronic venous disease. Ann Vasc Surg. 2018;46:380-393.
4. Mansilha A, Sousa J. Pathophysiological mechanisms of chronic venous disease and implications for venoactive drug therapy. Int J Mol Sci. 2018;19(6):1669.
5. Martínez-Zapata MJ, Vernooij RW, Simancas-Racines D, Uriona Tuma SM, Stein AT, Moreno RM, et al. Phlebotonics for venous insufficiency. Cochrane Database Syst Rev. 2020;11:CD003229.
6. Pittler MH, Ernst E. Horse chestnut seed extract for chronic venous insufficiency. Cochrane Database Syst Rev. 2012;11:CD003230.
7. Kakkos SK, Allaert FA. Efficacy of Ruscus extract, hesperidin methyl chalcone and vitamin C in chronic venous disease: a systematic review and meta-analysis. Int Angiol. 2017;36(2):93-106.
8. Cani PD, Amar J, Iglesias MA, Poggi M, Knauf C, Bastelica D, et al. Metabolic endotoxemia initiates obesity and insulin resistance. Diabetes. 2007;56(7):1761-1772.
9. Baker JM, Al-Nakkash L, Herbst-Kralovetz MM. Estrogen-gut microbiome axis: physiological and clinical implications. Maturitas. 2017;103:45-53.
10. Koh A, De Vadder F, Kovatcheva-Datchary P, Bäckhed F. From dietary fiber to host physiology: short-chain fatty acids as key bacterial metabolites. Cell. 2016;165(6):1332-1345.
11. Gibson GR, Hutkins R, Sanders ME, Prescott SL, Reimer RA, Salminen SJ, et al. Expert consensus document: the International Scientific Association for Probiotics and Prebiotics (ISAPP) consensus statement on the definition and scope of prebiotics. Nat Rev Gastroenterol Hepatol. 2017;14(8):491-502.
12. Serhan CN. Pro-resolving lipid mediators are leads for resolution physiology. Nature. 2014;510(7503):92-101.
13. Calder PC. Omega-3 fatty acids and inflammatory processes: from molecules to man. Biochem Soc Trans. 2017;45(5):1105-1115.
14. Global Organization for EPA and DHA Omega-3s (GOED). GOED Voluntary Monograph. Salt Lake City: GOED; 2022.
15. Kishimoto Y, Yoshida H, Kondo K. Potential anti-atherosclerotic properties of astaxanthin. Mar Drugs. 2016;14(2):35.
16. Aranow C. Vitamin D and the immune system. J Investig Med. 2011;59(6):881-886.
17. McDaniel JC, Rausch J, Tan A. Impact of omega-3 fatty acid oral therapy on healing of chronic venous leg ulcers in older adults: study protocol for a randomized controlled single-center trial. Trials. 2020;21(1):93.
Materiał edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji medycznej ani leczenia zaleconego przez lekarza.
